<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Opowiastki</title>
	<atom:link href="http://www.opowiastki.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.opowiastki.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Mar 2010 16:59:55 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Jego uchwyt zacisnął się</title>
		<link>http://www.opowiastki.info/jego-uchwyt-zacisnal-sie/</link>
		<comments>http://www.opowiastki.info/jego-uchwyt-zacisnal-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 16:59:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[technics]]></category>
		<category><![CDATA[wierzysz w duchy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.opowiastki.info/jego-uchwyt-zacisnal-sie/</guid>
		<description><![CDATA[Nie &#8211; stwierdziła. &#8211; Twoje miejsce jest przy mnie. Należymy do siebie.
Stała blisko, ale on odwrócił głowę w stronę cienia. Ujęła w dłonie jego twarz i spojrzała mu prosto w oczy.
- Należymy do siebie, Boone. Dlatego żyjesz. Nie rozumiesz? Po tym wszystkim. Po tym, co przeszliśmy. Przeżyliśmy.
- To nie takie łatwe.
- Wiem. Oboje przeżyliśmy straszne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie &#8211; stwierdziła. &#8211; Twoje miejsce jest przy mnie. Należymy do siebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Stała blisko, ale on odwrócił głowę w stronę cienia. Ujęła w dłonie jego twarz i spojrzała mu prosto w oczy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Należymy do siebie, Boone. Dlatego żyjesz. Nie rozumiesz? Po tym wszystkim. Po tym, co przeszliśmy. Przeżyliśmy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To nie takie łatwe.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiem. Oboje przeżyliśmy straszne chwile. Ro­zumiem, że nigdy nie będzie już tak samo. Nie chcę, żeby było.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie wiesz&#8230; &#8211; zaczął.<span id="more-18"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc mi powiesz. Kiedy przyjdzie pora. Musisz zapomnieć Midian, Boone. Ono już o tobie zapomniało.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Dreszcze, które nim wstrząsnęły, nie brały się z zimna, lecz zapowiadały łzy. Popłynęły strumieniem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mogę iść. Nie mogę iść.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mamy wyboru &#8211; przypomniała. &#8211; Mamy tylko siebie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ból niemal zgiął go w pół.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wyprostuj się, Boone &#8211; powiedziała. &#8211; Obejmij mnie ramionami. Plemię nie chce ciebie, nie potrzebuje ciebie. Ja potrzebuję. Boone. Proszę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Powoli wyprostował się i objął ją.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mocno &#8211; kazała. &#8211; Trzymaj mnie mocno, Bo­one.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jego uchwyt zacisnął się. Gdy oderwała dłonie od jego twarzy, aby odwzajemnić uścisk, nie patrzył na nekropolię. Patrzył na nią.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Musimy wrócić do hotelu i zabrać wszystkie moje-rzeczy, tak? Musimy to zrobić. Tam są listy, foto­grafie, wiele drobiazgów, których nikt nie powinien znaleźć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A potem? &#8211; spytał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Potem ustalimy, dokąd jechać, aby nikt nas nie szukał i zastanowimy się, jak udowodnić, że jesteś nie­winny.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie lubię światła &#8211; stwierdził.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc będziemy go unikać &#8211; odrzekła. &#8211; Aż ujrzysz to przeklęte miejsce we właściwych proporcjach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na jego twarzy nie znalazła nawet śladu echa jej optymizmu. Oczy mu błyszczały, ale tylko od łez. </span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.opowiastki.info/jego-uchwyt-zacisnal-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Drżał, chociaż noc należała do ciepłych</title>
		<link>http://www.opowiastki.info/drzal-chociaz-noc-nalezala-do-cieplych/</link>
		<comments>http://www.opowiastki.info/drzal-chociaz-noc-nalezala-do-cieplych/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 16:58:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[dokladnie jeden dzień]]></category>
		<category><![CDATA[super bajki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.opowiastki.info/drzal-chociaz-noc-nalezala-do-cieplych/</guid>
		<description><![CDATA[Oto i Bafomet. Ta dziwaczna, pokręcona postać. Ujrzawszy twarz, krzyknęła. Żadne opowiadanie czy film, żadna klęska czy rozkosz nie przygotowały jej na spot­kanie z twórcą Midian. Niezaprzeczalna świętość, bo coś tak skrajnego musi być święte. Rzecz ponad innymi rzeczami. Poza miłością czy nienawiścią, poza ich sumą. Wreszcie &#8211; poza granicą świadomości; niepojęte, nie poddające się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Oto i Bafomet. Ta dziwaczna, pokręcona postać. Ujrzawszy twarz, krzyknęła. Żadne opowiadanie czy film, żadna klęska czy rozkosz nie przygotowały jej na spot­kanie z twórcą Midian. Niezaprzeczalna świętość, bo coś</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">tak skrajnego musi być święte. Rzecz ponad innymi rzeczami. Poza miłością czy nienawiścią, poza ich sumą. Wreszcie &#8211; poza granicą świadomości; niepojęte, nie poddające się klasyfikacji. Natychmiast odwróciła wzrok, a każdy ślad w pamięci wymazała, zamknęła w jakimś zakamarku, aby żadna tortura czy namowa nie kazały jej znów na to patrzeć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie znała swojej własnej siły do chwili, gdy szalona chęć wyrwania się stąd nie pchnęła jej do podźwignięcia Boone’a i taszczenia jego ciała pod górę stromizny. Niewiele mógł jej pomóc. Czas, który spędził w obecności Bafometa pozbawił go zupełnie władzy w mięśniach. Lori wydawało się, że wyciąganie Boone’a na szczyt urwiska trwa wieki, a lodowe światło płomienia rzuca przed nimi cień postaci niby jakieś proroctwo.<span id="more-17"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przejście na górze było puste. Po trosze spodziewa­ła się, że czeka gdzieś na nich Lylesburg w towarzystwie kompanów, ale z komnaty poniżej niosła się przez tunel cisza. Kiedy zaciągnęła już Boone’a poza szczyt stromiz­ny, płuca paliły ją od wysiłku. Smutek i strach, obecne na jego twarzy w chwili spotkanie, powoli znikały.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Znasz wyjście stąd? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chyba tak &#8211; odparł.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Będziesz musiał mi trochę pomóc. Nie mogę cię już dłużej podtrzymywać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Skinął głową, potem obejrzał się na wejście do jamy Bafometa.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Co widziałaś?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nic.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To dobrze.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zakrył jej twarz rękoma. Spostrzegła, że brakuje mu jednego palca; świeża rana. Wydawał się tym nie przejmować, więc nie zadawała pytań, lecz skupiła się na tym, aby zachęcić go do ruchu. Był niechętny, posępny po tych wielkich emocjach, ale dotaszczyli się jakoś do stromych schodów, wiodących przez jedno z mauzoleów w noc.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Powietrze pachniało przestrzenią po czasie spę­dzonym w uwięzieniu pod ziemią, zamiast jednak na­cieszyć się, Lori proponowała jak najszybciej opuścić</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">cmentarz. Przesuwali się przez labirynt grobów do bra­my. Tam Boone przystanął.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Samochód jest tuż za murem &#8211; powiedziała. Drżał, chociaż noc należała do ciepłych.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.opowiastki.info/drzal-chociaz-noc-nalezala-do-cieplych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podążyła za jego spojrzeniem</title>
		<link>http://www.opowiastki.info/podazyla-za-jego-spojrzeniem/</link>
		<comments>http://www.opowiastki.info/podazyla-za-jego-spojrzeniem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 16:57:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[jeśli chcesz]]></category>
		<category><![CDATA[nasza-porażka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.opowiastki.info/podazyla-za-jego-spojrzeniem/</guid>
		<description><![CDATA[Ostatni raz widziała Boone’a na powierzchni ziemi, gdy wyszedł, aby zmierzyć się z Deckerem. W ciągu kilku sekund, zanim zemdlała, widziała go w nowej, nie znanej dotąd postaci: mężczyznę, który całkiem zapomniał, co to ból i klęska. Teraz wyglądał całkiem inaczej. Ledwie mógł się utrzymać na nogach.
Wyszeptała jego imię, a słowo to nabrało ciężaru, kiedy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ostatni raz widziała Boone’a na powierzchni ziemi, gdy wyszedł, aby zmierzyć się z Deckerem. W ciągu kilku sekund, zanim zemdlała, widziała go w nowej, nie znanej dotąd postaci: mężczyznę, który całkiem zapomniał, co to ból i klęska. Teraz wyglądał całkiem inaczej. Ledwie mógł się utrzymać na nogach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wyszeptała jego imię, a słowo to nabrało ciężaru, kiedy płynęło ku niemu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Usłyszał i zwrócił głowę w jej stronę. Nawet w naj­gorszych czasach, gdy kołysała go i uspokajała lęki,</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">nie widziała takiego smutku na jego twarzy. Łzy płynęły bez przerwy, a rysy tak zmarszczył żal, że wyglądał jak noworodek.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Schodziła dalej, a każdy jej krok, każdy oddech zostały zwielokrotnione przez akustykę urwiska.<span id="more-15"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Widząc, że się </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zbliża, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">puścił się, żeby do niej poma­chać, ale stracił równowagę i upadł ciężko. Przyspieszy­ła, nie dbając teraz o hałas. Jakakolwiek siła mieszkała w jamie na dole, musiała usłyszeć, że Lori przyszła. </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znała też </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">pewnie jej historię. Nie bała się sądu tej istoty. Wkroczyła tu z miłości, bez broni, sama. Jeśli Bafomet był naprawdę architektem Midian, zrozumie jej słabość i nie wystąpi przeciwko niej. Znajdowała się teraz o pięć jardów od Boone’a. A on usiłował przewrócić się na plecy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Poczekaj! &#8211; powiedziała, kierowana despera­cją.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale to nie na nią patrzył. Gdy tylko przewrócił się na plecy, podniósł wzrok na Bafometa. Podążyła za jego spojrzeniem. Ujrzała pokój o ścianach z zamarzłej ziemi i takiej samej podłodze, pękniętej od rogu do rogu, a z powstałej tak szczeliny wydobywał się płomienisty słup, wysokości czterech czy pięciu ludzi. Bił od niego raczej gorzki chłód niż żar, a wnętrze słupa nie migotało, lecz kotłowało się, obracając jakąś dziwną materię, której najpierw nie rozpoznała, ale jej przerażone spoj­rzenie nagle pojęło,</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W ogniu było ciało, podwieszone za kończyny ludz­kie (co rozpoznała po mięsie), ale nic więcej nie dało się powiedzieć. Prawdopodobnie ciało należało do Bafome­ta, a tych mąk doznawało wskutek wizyty intruza.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone wypowiedział teraz imię Chrzciciela, a ona przygotowywała się na widok jego twarzy. I ona ją poznała, kiedy stwór tam się znajdujący &#8211; nie umarły, lecz żywy, nie mieszkaniec, lecz twórca Midian &#8211; od­wrócił głowę w chaosie płomieni i spojrzał na nią.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.opowiastki.info/podazyla-za-jego-spojrzeniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łzy spłukały teraz pył z jej oczu</title>
		<link>http://www.opowiastki.info/13/</link>
		<comments>http://www.opowiastki.info/13/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 16:56:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[dokladnie jeden dzień]]></category>
		<category><![CDATA[wierzysz w duchy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.opowiastki.info/13/</guid>
		<description><![CDATA[Po tym, co powiedział Lylesburg, nie miała zbyt wielkiej nadziei na odpowiedź, ale uzyskała ją. Jego głos wyszedł na jej spotkanie z samego środka światła i dźwię­ku. W całym zgiełku słyszała jednak tylko:
- Nie&#8230;
Co nie? &#8211; zastanawiała się.
Nie idź dalej? Nie zostawiaj mnie tutaj?
Zwolniła kroku i znów zawołała, ale hałas wywoła­ny przez Chrzciciela dosłownie zatapiał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Po tym, co powiedział Lylesburg, nie miała zbyt wielkiej nadziei na odpowiedź, ale uzyskała ją. Jego głos wyszedł na jej spotkanie z samego środka światła i dźwię­ku. W całym zgiełku słyszała jednak tylko:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie&#8230;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Co nie? &#8211; zastanawiała się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie idź dalej? Nie zostawiaj mnie tutaj?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zwolniła kroku i znów zawołała, ale hałas wywoła­ny przez Chrzciciela dosłownie zatapiał jej własny głos, a co dopiero odpowiedź. Doszedłszy tak daleko, musiała iść naprzód, nie wiedząc, czy jego zawołanie oznaczało ostrzeżenie, czy też nie.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przejście zaczęło stromo opadać – przechodząc</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">niemal w urwisko. Zatrzymała się u szczytu i mrużąc oczy spojrzała w jasność. Oto i nora Bafometa, bez wątpienia. Hałas, który wydawał, naruszył ściany stro­mizny i powiał pyłem prosto w jej twarz. W oczach miała łzy, które zmyły kamienny kurz. Ale pył wciąż ją atakował. Ogłuszona dźwiękiem, oślepiona pyłem, tkwi­ła na krawędzi stromizny, niezdolna, by ruszyć w przód lub w tył.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nagle Chrzciciel umilkł i wszystkie warstwy dźwię­ku natychmiast całkowicie zamarły.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nastąpiła cisza, jeszcze bardziej przerażająca niż hałas, który ją poprzedzał. Czy zamilkł, bo wiedział, że w pobliżu pojawił się intruz? Wstrzymała oddech, oba­wiając się wydać jakiś dźwięk.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">U stóp stromizny znajdowało się święte miejsce, co do tego nie miała wątpliwości. Gdy zwiedzała słynne katedry Europy, z matką, wiele lat temu i gapiła się na okna i ołtarze, nie doznawała tego uczucia nagłego wglądu, które teraz przeżywała. Nigdy też, w całym swoim życiu, we śnie czy na jawie, nie doświadczała tak sprzecznych bodźców. Chciała natychmiast uciec z tego miejsca, porzucić je i zapomnieć, a zarazem to miejsce przyzywało ją. To nie obecność Boone’a wzywała, lecz magia świętości albo występku, albo jednego i drugiego; nie można się było jej oprzeć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Łzy spłukały teraz pył z jej oczu. Tylko tchórzostwo mogło ją wstrzymać. Zaczęła schodzić po stromiźnie. Zejście liczyło około trzydziestu jardów, lecz pokonała dopiero nie więcej niż jedną trzecią drogi, gdy na dole pojawiła się znajoma postać.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.opowiastki.info/13/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zabrany przez płomień.</title>
		<link>http://www.opowiastki.info/zabrany-przez-plomien/</link>
		<comments>http://www.opowiastki.info/zabrany-przez-plomien/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 16:56:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[jeśli chcesz]]></category>
		<category><![CDATA[technics]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.opowiastki.info/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[ Pozwól mi więc przemówić do niego. Odejdzie­my stąd razem.
- To byłoby możliwe jakiś czas temu &#8211; stwierdził Lylesburg, a jego głos wydobywał się z zasłony cienia zrównoważony i pełen autorytetu jak zawsze.
- A teraz?
- Znalazł się poza moim zasięgiem. I twoim też. Odwołał się do całkiem innej siły.
Gdy mówił, usłyszała hałas pochodzący z głębi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"> <span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Pozwól mi więc przemówić do niego. Odejdzie­my stąd razem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To byłoby możliwe jakiś czas temu &#8211; stwierdził Lylesburg, a jego głos wydobywał się z zasłony cienia zrównoważony i pełen autorytetu jak zawsze.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A teraz?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Znalazł się poza moim zasięgiem. I twoim też. Odwołał się do całkiem innej siły.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdy mówił, usłyszała hałas pochodzący z głębi katakumb &#8211; dźwięk niepodobny do niczego, co dotąd znała. Najpierw była pewna, że jest to trzęsienie ziemi; dźwięk </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>wy </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">doby wał się jak gdyby w ziemi i z ziemi. Ale gdy zabrzmiał po raz drugi, usłyszała w nim coś zwierzę­cego: jęk, może bólu, może ekstazy&#8230;<span id="more-11"></span> Z pewnością to był Bafomet &#8211; </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>Który Stworzył Midian, </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">jak powiedziała Rachel. Jakiż inny głos zdołałby wstrząsnąć posadami tego miejsca?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lylesburg potwierdził to.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Oto dokąd udał się Boone, żeby pertraktować &#8211; odezwał się. &#8211; Albo tak sądzi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pozwól mi iść do niego.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Został już pochłonięty. Zabrany przez płomień.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Chcę zobaczyć na własne oczy &#8211; zażądała Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie chcąc już odwlekać tej chwili, popchnęła Lylesburga spodziewając się oporu. Jej dłonie jednak zanurzy­ły się w ciemności, która go spowijała i dotknęły ściany za jego plecami. Nie był materialny. Nie mógł jej powstrzy­mać od pójścia dokądkolwiek.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ciebie też zabije &#8211; usłyszała jego ostrzeżenie, gdy biegła na poszukiwanie źródła dźwięku. Hałas ota­czał ją zewsząd, lecz wyczuwała, skąd się rozchodzi. Z każdym jej krokiem stawał się głośniejszy, bogatszy, każda z jego warstw składowych dotykała innej części jej organizmu: głowy, serca, łona.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Szybkie spojrzenie za siebie potwierdziło to, czego się domyślała: Lylesburg nie próbował nawet iść za nią. Skręciła raz i drugi, a głosy wciąż narastały, aż </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>zaczęła </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">iść pod prąd, jakby pod silny wiatr, z opuszczoną głową, zgarbionymi ramionami.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wzdłuż przejścia nie było już komnat, a co za tym idzie &#8211; świateł. Widziała jednak przed sobą poświatę &#8211; migoczącą i zimną, lecz na tyle jasną, by oświetlić zarówno teren, na którym się potykała (gołą ziemię), jak i srebrzysty szron na ścianach.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.opowiastki.info/zabrany-przez-plomien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
