Ostatni raz widziała Boone’a na powierzchni ziemi, gdy wyszedł, aby zmierzyć się z Deckerem. W ciągu kilku sekund, zanim zemdlała, widziała go w nowej, nie znanej dotąd postaci: mężczyznę, który całkiem zapomniał, co to ból i klęska. Teraz wyglądał całkiem inaczej. Ledwie mógł się utrzymać na nogach.
Wyszeptała jego imię, a słowo to nabrało ciężaru, kiedy płynęło ku niemu.
Usłyszał i zwrócił głowę w jej stronę. Nawet w najgorszych czasach, gdy kołysała go i uspokajała lęki, nie widziała takiego smutku na jego twarzy. Łzy płynęły bez przerwy, a rysy tak zmarszczył żal, że wyglądał jak noworodek.
Schodziła dalej, a każdy jej krok, każdy oddech zostały zwielokrotnione przez akustykę urwiska. Continue reading “Podążyła za jego spojrzeniem”
Oto i prawdziwe Midian. Nie puste miasto na wzgórzu; nawet nie nekropolia u jego stóp; lecz sieć tuneli i komnat, rozciągająca się przypuszczalnie pod całym cmentarzem. Niektóre grobowce zajmowali tylko zmarli, a ich trumny na poszczególnych półkach próchniały. A może byli to pierwsi lokatorzy cmentarza, złożeni tu na wieczny spoczynek, zanim Nocne Plemię przejęło teren w swoje posiadanie? A może to członkowie Plemienia, którzy umarli (prowadząc pół-życie) porażeni przez światło słońca; czy też zwiędli z tęsknoty? I tak stanowili tu mniejszość. Większość z komnat dzierżawiły bardziej żywotne dusze, a ich kwatery oświetlały lampy lub świece, a czasem sam lokator, istota paląca się własnym światłem. Continue reading “Może nigdy tego nie dostąpi?”