Nie – stwierdziła. – Twoje miejsce jest przy mnie. Należymy do siebie.
Stała blisko, ale on odwrócił głowę w stronę cienia. Ujęła w dłonie jego twarz i spojrzała mu prosto w oczy.
- Należymy do siebie, Boone. Dlatego żyjesz. Nie rozumiesz? Po tym wszystkim. Po tym, co przeszliśmy. Przeżyliśmy.
- To nie takie łatwe.
- Wiem. Oboje przeżyliśmy straszne chwile. Rozumiem, że nigdy nie będzie już tak samo. Nie chcę, żeby było.
- Nie wiesz… – zaczął. Continue reading “Jego uchwyt zacisnął się”
Oto i Bafomet. Ta dziwaczna, pokręcona postać. Ujrzawszy twarz, krzyknęła. Żadne opowiadanie czy film, żadna klęska czy rozkosz nie przygotowały jej na spotkanie z twórcą Midian. Niezaprzeczalna świętość, bo coś tak skrajnego musi być święte. Rzecz ponad innymi rzeczami. Poza miłością czy nienawiścią, poza ich sumą. Wreszcie – poza granicą świadomości; niepojęte, nie poddające się klasyfikacji. Natychmiast odwróciła wzrok, a każdy ślad w pamięci wymazała, zamknęła w jakimś zakamarku, aby żadna tortura czy namowa nie kazały jej znów na to patrzeć.
Nie znała swojej własnej siły do chwili, gdy szalona chęć wyrwania się stąd nie pchnęła jej do podźwignięcia Boone’a i taszczenia jego ciała pod górę stromizny. Niewiele mógł jej pomóc. Czas, który spędził w obecności Bafometa pozbawił go zupełnie władzy w mięśniach. Lori wydawało się, że wyciąganie Boone’a na szczyt urwiska trwa wieki, a lodowe światło płomienia rzuca przed nimi cień postaci niby jakieś proroctwo. Continue reading “Drżał, chociaż noc należała do ciepłych”
Ostatni raz widziała Boone’a na powierzchni ziemi, gdy wyszedł, aby zmierzyć się z Deckerem. W ciągu kilku sekund, zanim zemdlała, widziała go w nowej, nie znanej dotąd postaci: mężczyznę, który całkiem zapomniał, co to ból i klęska. Teraz wyglądał całkiem inaczej. Ledwie mógł się utrzymać na nogach.
Wyszeptała jego imię, a słowo to nabrało ciężaru, kiedy płynęło ku niemu.
Usłyszał i zwrócił głowę w jej stronę. Nawet w najgorszych czasach, gdy kołysała go i uspokajała lęki, nie widziała takiego smutku na jego twarzy. Łzy płynęły bez przerwy, a rysy tak zmarszczył żal, że wyglądał jak noworodek.
Schodziła dalej, a każdy jej krok, każdy oddech zostały zwielokrotnione przez akustykę urwiska. Continue reading “Podążyła za jego spojrzeniem”
Po tym, co powiedział Lylesburg, nie miała zbyt wielkiej nadziei na odpowiedź, ale uzyskała ją. Jego głos wyszedł na jej spotkanie z samego środka światła i dźwięku. W całym zgiełku słyszała jednak tylko:
- Nie…
Co nie? – zastanawiała się.
Nie idź dalej? Nie zostawiaj mnie tutaj?
Zwolniła kroku i znów zawołała, ale hałas wywołany przez Chrzciciela dosłownie zatapiał jej własny głos, a co dopiero odpowiedź. Doszedłszy tak daleko, musiała iść naprzód, nie wiedząc, czy jego zawołanie oznaczało ostrzeżenie, czy też nie. Continue reading “Łzy spłukały teraz pył z jej oczu”
Pozwól mi więc przemówić do niego. Odejdziemy stąd razem.
- To byłoby możliwe jakiś czas temu – stwierdził Lylesburg, a jego głos wydobywał się z zasłony cienia zrównoważony i pełen autorytetu jak zawsze.
- A teraz?
- Znalazł się poza moim zasięgiem. I twoim też. Odwołał się do całkiem innej siły.
Gdy mówił, usłyszała hałas pochodzący z głębi katakumb – dźwięk niepodobny do niczego, co dotąd znała. Najpierw była pewna, że jest to trzęsienie ziemi; dźwięk wy doby wał się jak gdyby w ziemi i z ziemi. Ale gdy zabrzmiał po raz drugi, usłyszała w nim coś zwierzęcego: jęk, może bólu, może ekstazy… Continue reading “Zabrany przez płomień.”